aktualności

Megawatt okiem Niemula

14 Wrz , 2017  

Joł joł joł!
Wczoraj zakończyła się największa impreza Hard Enduro w tej części Europy! Red Bull 111 Megawatt!
Po trzy godzinnej walce o miejsca, pierwszy na mecie pojawił się Jonny Walker! To już trzecie z rzędu jego zwycięstwo na tej imprezie, zaraz po nim pojawił się Mario Roman Serrano, różnica pomiędzy nimy wynosiła niecałe 11 sekund. Natomiast trzeci był Graham Jarvis ze stratą prawie 1:38 do prowadzącego! Najwyżej z Polaków uplasował się Oskar Kaczmarczyk, który ukończył ten hardcorowy wyścig na 12 pozycji, wielki szacun dla tego młodego ridera!

Miałem wielką przyjemność poznać to imprezę zza kulis. Dotarłem zarówno do padoku, gdzie wszyscy zawodnicy przygotowywali swoje maszyny, jak i do strefy przygotowanej specjalnie dla mediów. Widok padoku przypominał odrobinę sceny w MadMaxa. Wszechobecny piach szczelnie przykrywał wszystkie maszyny, zaś ilość kamperów i busów, którymi na miejsce dotarli riderzy nie miała końca. Wszystko co działo się na padoku, jak to przystoi na motocyklistów, wydaje się być jedną wielką imprezą, czyli lepiej się nie da!

Do kopalni prowadziła tylko jedna droga, ale nie myślcie, że wiązało się to z ogromnymi korkami. Ilość parkingów i pomoc policji dość szybko rozładowywała choćby najmniejszy zator. Całą imprezę widać było już z daleka, chociaż największe wrażenie dawało wejście na sam teren kopalni.

Cały wyścig zaczął się punktualnie o 13:11 (1:11pm) i trwał kilka godzin. Nie czuło się jednak upływu czasu. Całość wspomagana była pokazami lotniczymi Łukasza Czepieli i jego narzeczonej Marysi Muś. To co ta dwójka wyprawia w powietrzu (Łukasz samolotem, Marysia śmigłowcem) wzbudza niewiarygodne emocje.

Dość ciekawym elementem był ostatni etap wyścigu, w którym to zawodnicy musieli przejechać po ścieżce złożonej z ogromnych głazów. To właśnie na tej „ostatniej prostej” ostateczną walkę rozegrali Jonny Walker i Mario Roman Serrano. Dodamy tylko, że przed wjazdem na tą przeszkodę Jonny miał blisko 2 minuty przewagi nad Mariem, a finalnie dzieliła ich różnica  zaledwie 10 sekund.

Cała impreza robi mega wrażenie i powinna stać się obowiązkowym punktem w kalendarzu każdego NIEMULA. Jedynym minusem jaki zauważyłem, to brak dobrych (smacznych) foodtrucków. W czasach gdzie na imprezach plenerowych, można na prawdę dobrze zjeść to w przypadku MegaWatt, kończyło się to na zapiekance posypanej kukurydzą. I na koniec NIEMULowy LiveHack – weźcie ze sobą koc, krzesełko turystyczne. Wszechobecny piach może i jest wygodny, ale wchodzi wszędzie i mocno brudzi ciuchy.

Mamy nadzieję, że uda nam się pojechać raz jeszcze na tą imprezę… choć doszły nas słuchy, że tą ogromną dziurę mają zalewać wodą.

, ,


no weź daj lajka, nie bądź dupa

Jeżeli podoba Ci się nasza strona to polub ją!